sobota, 9 listopada 2019

"Dzban ciotki Becky"


W świecie książek Lucy Maud Montgomery nie ma wielkich sensacji, zbrodni i szalonych uniesień. Wszystko toczy się łagodnie swoim rytmem, choć nie brakuje tu romantyzmu, humoru i wzruszeń. „Dzban ciotki Becky” nie ma jednego głównego bohatera, jego rolę przejmują kolejno pojedyncze osoby z klanu Penhallowów lub Darków. To sprawia, że tą wielowątkową powieść czyta się tak, jakby oglądało się zawiły serial z lat 30-tych ubiegłego wieku. Tytułowy dzban jest tylko pretekstem, by opowiadać życiowe historie o przyjaźni, miłości i nienawiści.

Autorka kreśli fantastyczne charaktery i ciekawie prowadzi losy ludzi, którzy na kartach powieści zmieniają się i dojrzewają. Wszystko dzieje się w przeciągu roku, podczas którego wybrana zostanie osoba, która otrzyma dzban nestorki klanu.

Mnie zauroczył w powieści subtelny humor i fakt, że wszystko dzieje się w swoim czasie, a życie przynosi najlepsze rozwiązania. Jako osoba, która nie lubi emocjonalnych erupcji, wybieram raczej książki, które ubarwiają świat, opisując go pięknym językiem i skłaniają czytelnika do przemyśleń, niż wzbudzają intensywne przeżycia. Dlatego „Dzban ciotki Becky” przyniósł mi wiele miłych chwil w towarzystwie wrażliwych dusz i w aurze romantycznych księżycowych nocy. Do tego zagadka i kończący ją nieprzewidywalny finał, sprawiają, że czyta się lekko i z zaciekawieniem. Serdecznie polecam.



środa, 6 listopada 2019

Carcassonne


Chciałam Wam dziś zaprezentować świetną planszówkę Carcassonne. To strategiczna gra z elementami losowymi. Polega na tworzeniu średniowiecznej scenerii złożonej z miast, traktów, klasztorów, a w rozszerzonej części również rzek. Doskonały sposób na spędzenie wieczoru w gronie przyjaciół lub domowej randki w kapciach ;)



 
Z zakrytej kupki kwadratowych kartoników losujemy jeden i dokładamy do tego, co jest już na stole. Musimy pamiętać, aby kartoniki do siebie pasowały, tzn. były przedłużeniem drogi lub miasta. Rolę znaczników naszych szlaków i miast pełnią poddani, czyli drewniane pionki, które stawiamy na kartonikach w momencie dołożenia kartonika do pozostałych. 



 
Są różne strategie gry. Jedni skupiają się na dużej liczbie małych miasteczek, inni budują ogromne metropolie z wieloma odgałęzieniami. Miasta są najlepiej punktowane. W grze można też pokrzyżować szyki innym graczom, nagle kończąc ich szlaki lub łącząc z miastem rywala swoje miasto. Wtedy o wygranej świadczy ilość własnych pionków w danym mieście.



 
Dodatek z rzekami jakoś się w naszym przypadku nie sprawdził, więc nie będę go opisywać. Gra jest bardzo wciagająca, niedługa, rozgrywka trwa od pół do godziny i za każdym razem sceneria jest inna, co sprawia, że nie jest nudno.



 

Serdecznie Wam polecam na długie jesienne i zimowe wieczory :)








niedziela, 3 listopada 2019

Mądrość jesienna


Kazimierz Wierzyński

Mądrość jesienna

Lato ma smak zieleni, jest kwaśne jak szczaw,
I nie zna tej zadumy, co mglące się rżyska,
Gorzką urodę kory i sok zwiędłych traw
Dopiero jesień późna z ziemi wyciska.

Modrzewiom opuszczony starzeje się wąs
A pątniki jarmarczne, wędrowne obłoki,
Czerwoną bukowinę malują na brąz
I na żółtych jesionach cień strzępią wysoki.

Jeszcze bladziutka sepia wypyli się z brzóz
I jeszcze cierpki zapach wywieje się z liści
A zachód stanie ścianą, łuną będzie rósł
I błyskał coraz stromiej i coraz ogniściej.

Aż wylęgną się wiatry, aż zbiegną się psy
I śród nocy, pod oknem zawyją boleśnie -
Gorzkie szczęście zadumy, późna jesień, mgły,
Smutna mądrość, co zawsze przychodzi za wcześnie.



poniedziałek, 28 października 2019

"Einstein na wiązce światła"

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Einsteinie, zafascynowała mnie ta postać. Było to na lekcjach fizyki w szkole, prawdopodobnie w wyższych klasach podstawówki. A gdyby tak zapoznać dziecko z tym genialnym naukowcem już w momencie, gdy uczy się czytać? „Einstein na wiązce światła” Jennifer Berne w bardzo przystępny i obrazowy sposób opowiada o fantastycznym fizyku, który zmienił świat. Niewiele tekstu, duża czcionka i ilustracje przywodzące na myśl, jakby narysowała je ręka jakiegoś malucha, zdecydowanie mogą zachęcić i pomóc najmłodszym samodzielnie odryć człowieka legendę. W książce nie ma żadnej naukowej definicji (oprócz najbardziej znanego równania E=mc2), ale pojawiają się pojęcia takie jak atom, grawitacja, magnetyzm. Piszę o tym dlatego, że wszystko jest tu na poziomie znajmości świata dzieci, a powyższe hasła mogą zakotwiczyć się w pamięci i kiedyś stać się bodźcem do poznania tego, czym zajmował się Einstein. Tak można zapoczątkować pierwszy kontakt z niezwykłym naukowcem, od jego narodzin po starość – bo to wyśmienita forma biografii, w sam raz dla najmłodszych. Myślę, że potrafi zainspirować tak bardzo, że po przeczytaniu książki każde dziecko powie: Chcę być jak Einstein!









sobota, 19 października 2019

Jestem chwilą, która prześcignąć chce czas...

Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze,
Zabłąkaną łódeczką wśród raf
Kroplą deszczu,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!
 
Jestem iskrą i wiatru powiewem.
Smugą światła co biegnie do gwiazd,
Jestem chwilą, która prześcignąć chce czas
...ale jestem!
 
 
To była jedna z pierwszych lekcji w nowym liceum. Pewnie godzina wychowawcza. Każdy z uczniów miał napisać na tablicy określenie, które najlepiej go charakteryzuje. Pamiętam, że były różne przymiotniki: kreatywny, sympatyczna, odważny, wytrwały. Głównie takie coachingowe lub ogólnikowe cechy. Czy prawdziwe, czy pod publikę? Nie wiem, dopiero później zaczęło do mnie docierać, że tu nie chodziło o szczerość, ale pozę. Ja jednak postanowiłam być wtedy szczera i napisałam „myślicielka”. Po chwili już strasznie się tego wstydziłam i dotarło do mnie, że tym opisem nikogo sobie nie zjednuję, a może nawet odpycham. Bo kto ma ochotę zapoznać się z kimś bujającym w obłokach, małomównym, melancholijnym i krytycznym. No ale wtedy o tym nie myślałam w ten sposób. Chyba miałam nadzieję, że dam się poznać z tej strony i ujawnię się innym podobnym do mnie. To była szansa na przyjaźń. Nie pamiętam, jakie to wywarło wrażenie na innych, ale miałam w tej szkole wielu wspaniałych przyjaciół, których bardzo dobrze wspominam :) I co istotne, dziś napisałabym na tablicy to samo, bo taka właśnie jestem :)



niedziela, 23 czerwca 2019

Nadwydajni mentalnie


Czy ktoś z was też jest nadwydajny mentalnie? Ja na pewno. Zbyt emocjonalna, zbyt wrażliwa na bodźce, zbyt empatyczna, skłonna do przesadnego przejmowania się wszystkim i wycofywania się w swój świat. Trafną diagnozę wystawiła mi Christel Petitcollin. Jej książka „Jak mniej myśleć. Dla analizujących wszystko bez końca i wysoko wrażliwych” uświadomiła mi na czym polega mój problem i co ważne, że nie jestem z tym sama. Okazuje się, że są ludzie tacy jak ja! Wczuwający się bez końca w odczucia innych, cierpiący na szalejące poczucie winy, z trudnościami w relacjach międzyludzkich, wiecznie niezrozumianych i zakładających maskę czyli fałszywe „self”, a to wszystko przez nadproduktywną pracę prawej półkuli. Ludzi tego typu nazywa się nadwydajnymi mentalnie, których umysły pracują na wysokich obrotach i jeśli ich praca nie ma ujścia w czymś ważnym, twórczym i pochłaniającym, to po prostu się męczą, analizując bez końca rzeczy z gruntu trywialne, czyli co kto powiedział, co zrobił i jak wyglądał. Takim ludziom ciężko się odnaleźć w rzeczywistości, dlatego chętnie uciekają w świat fantazji. Po prostu jakbym czytała o sobie. I chyba znalazłam lekarstwo na swoją nadwydajność. Mianowicie muszę zacząć się czegoś uczyć i to na poważnie. Najlepiej nowego zawodu. Prototypem jest programowanie. Rok temu uczyłam się na własną rękę i co nieco udało mi się zakodować (podobno wychodziło mi to całkiem nieźle). Tym razem zastanawiam się czy uczyć się dalej w domu, czerpiąc wiedzę z tutoriali i kursów on-line, czy zainwestować w studia podyplomowe? Co mi radzicie?



niedziela, 2 czerwca 2019

Radość pisania


W związku z moimi planami pisarskimi i marzeniami o wydaniu własnej książki, otrzymałam ostatnio wspaniały gadżet. Jest to maszyna do pisania w oldschoolowym stylu z niemiecką klawiaturą. Mam nadzieję, że to dobra wróżba i znak, że jestem u celu swej podróży bohatera, jak pisze Rhonda Byrne. Nie będę być może wprawną stenotypistką jak Astrid Lindegren, ale jest ona dla mnie wielką inspiracją w obrazowaniu swoich bohaterów. I choć klimat „Wojownika Słońca” jest dość odległy od moich wizji fabuły, to postawa Beaty Pawlikowskiej i jej życie jako pisarki również napawa chęcią, by coś zmienić w swoim życiu. Na koniec wiersz Wisławy Szymborskiej, która fantastycznie ujęła, o co chodzi w pisaniu :)




Radość pisania
Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?
Czy z napisanej wody pić,
która jej pyszczek odbije jak kalka?
Dlaczego łeb podnosi, czy coś słyszy?
Na pożyczonych z prawdy czterech nóżkach wsparta
spod moich palców uchem strzyże.
Cisza – ten wyraz też szeleści po papierze
I rozgarnia
spowodowane słowem „las” gałęzie.
Nad białą kartką czają się do skoku
litery, które mogą ułożyć się źle,
zdania osaczające,
przed którymi nie będzie ratunku.
Jest w kropli atramentu spory zapas
myśliwych z przymrużonym okiem,
gotowych zbiec po stromym piórze w dół,
otoczyć sarnę, złożyć się do strzału.
Zapominają, że nie tu jest życie.
Inne, czarno na białym, panują tu prawa.
Okamgnienie trwać będzie tak długo, jak zechcę,
pozwoli się podzielić na małe wieczności
pełne wstrzymanych w locie kul.
Na zawsze, jeśli każę, nic się tu nie stanie.
Bez mojej woli nawet liść nie spadnie
ani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka.
Jest więc taki świat,
nad którym los sprawuję niezależny?
Czas, który wiążę łańcuchami znaków?
Istnienie na mój rozkaz nieustanne?
Radość pisania.
Możność utrwalania.
Zemsta ręki śmiertelnej.





"Drżenie"

„Z chrzęstem pokonałam kruchą, bezbarwną teraz trawę. Zatrzymałam się dopiero na środku podwórka, chwilowo oślepiona jaskrawym różem słońca ...