poniedziałek, 9 sierpnia 2021

"Tajemnica Sittaford"

 Wybrałam „Tajemnicę w Sittaford” teraz w środku lata, bo historia ma miejsce podczas śnieżnej zimy, a nawet śnieżycy. Może trochę przekornie, ale ten twist świetnie oddalał mnie od codzienności i pozwalał na chwile relaksu dla ciała, podczas gdy trybiki w głowie pracowały na najwyższych obrotach. Christie pomału poszerza grono bohaterów i miejsce akcji, a zagadka wydaje się nie do rozwiązania przez liczne mylne tropy i pokrętne relacje postaci. Mimo że nie ma tu Herculesa Poirota, tajemnica sama się nie rozwiązuje, a pracują nad nią chyba wszyscy mieszkańcy Sittaford. Wątki łączą się i rozmijają, kreśląc mapę wydarzeń w iście szkocką kratę. Wiem jedno – Agatha nigdy mi się nie znudzi.



wtorek, 27 lipca 2021

"Rdza"

 Życie i śmierć, młodość i starość, wojna i pokój, przeszłość i przyszłość – stale przeplatają się przez powieść Jakuba Małeckiego. Autor z niezwykle bogatą wyobraźnią, zwięzłym lecz poetyckim językiem pełnym porównań, analogii i wrażeń oraz głęboką znajomością rzeczy buduje świat jak prawdziwy – zwyczajny, w który mógłby być zanurzony każdy człowiek. Tu wszystko się ze sobą zazębia i pracuje według misternie ustalonego planu jednocześnie z wielkim rozmachem. Takie rzeczy jak dojrzewanie, dorastanie mogą nastąpić w jednym przełomowym momencie. Jakaś sytuacja nas zaskakuje i naraz stajemy się już kimś innym niż byliśmy. W jednej chwili coś tracimy i zyskujemy coś innego. Wszystko jest tu bardzo realistyczne, namacalne, instynktowne, nie pozbawione przy tym głębi i prawdy. Dla tych, którzy chcą przeżyć coś ważnego.



poniedziałek, 26 lipca 2021

"Geekerella"

 Jak to jest być fanem? Elle jest doskonałym przykładem geeka, który ma swój świat i najlepiej czuje się w swoim fandomie. Świat dookoła stale rzuca jej kłody pod nogi, ale ona dzięki swojej pasji jest w stanie to wszystko unieść. Na wskroś współczesna, bazująca na archetypie "Kopciuszka", powieść pełna fandomowej atmosfery wymyślonego przez autorkę serialu "Starfield" jest bogata w motywy, wątki i geekowskiego ducha, który przenika prawie wszystkich bohaterów, a szczególnie Dariena i Elle. I to właśnie ich relacja jest przysłowiową wisienką na torcie, bo choć prawie wcale się nie znają i ich życia są zupełnie inne, poprzez smsy okazuje się, że łączy ich to co najważniejsze – fandom "Starfield". Jak to zwykle w bajkach bywa, gdy wszystko zaczyna się układać, następuje kataklizm i zwrot akcji, których jest tu wiele. Nietypowe zbiegi okoliczności sprawiają, że wszystko wydaje się niemożliwe, ale przecież prawdopodobne. Książka pełna magii ukrytej w codzienności pokazuje, że każdy z nas może czarować, a życie jest czasem jak z filmu.



sobota, 26 czerwca 2021

"Do latarni morskiej"

 Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, stałam się wielką fanką audiobooków, a Storytel pomaga mi zagłębić się w tę pasję. Jedną z nowości serwisu jest akcja „Muzycy czytają”, gdzie znalazłam dzieło Virginii Woolf czytane przez Natalię Przybysz. Takie zestawienie artystyczne okazało się fenomenalne, bo autorka „Do latarni morskiej” tworzy trudną prozę, a w ustach mojej ulubionej artystki staje się ona bardziej przystępna, a także intymna i nastrojowa. Słuchałam i odpływałam w czasie i przestrzeni.

„Do latarni morskiej” to piękna, psychologiczna proza, która opiera się na opisie zatrzymanych kadrów z życia kilku osób połączonych paroma scenami. Nie ma tu czegoś takiego jak akcja, plan przyczynowo-skutkowy a nawet fabuła. Autorka buduje sceny, opierając się na monologach wewnętrznych bohaterów, dając w nich obraz ludzi nieco zgorzkniałych i melancholijnych. Myślę, że czytając w formie papierowej byłoby mi trudniej wgryźć się w rytm książki, ale jako audiobook sprawdziła się doskonale. Przez tą powieść się płynie i ma się wrażenie, że sięga się czegoś wzniosłego i pięknego. Polecam niestrudzonym poszukiwaczom oryginalnej prozy.

Dodam jeszcze, że uwielbiam w sztuce motyw latarni morskiej, więc nie mogłam pominąć tej książki. Tak naprawdę latarni jest tu mało, ale można ją traktować symbolicznie i tytułową drogę przyjąć jako samotną wędrówkę do własnej duszy, a także opowieść o tęsknocie za prawdziwymi dobrymi relacjami.




wtorek, 15 czerwca 2021

"Hurt/comfort"

 Jeśli miałabym ocenić tę książkę na tle wszystkich, które przeczytałam w tym roku, to znajduje się ona w samej czołówce. Zdecydowanie. I to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to opowiadanie w konwencji tytułowego hurt/comfort, czyli zestawienia bohaterów, z których jeden cierpi psychicznie, a drugi przychodzi mu z pomocą – genialny motyw i altruistyczny Janek, jako spełnienie marzenia każdego nadwrażliwca. Po drugie to ukazanie właśnie tego nadwrażliwego bohatera w sposób niesamowicie wnikliwy, tak że również jako osoba nadwrażliwa absolutnie utożsamiałam się z myślami i przeżyciami Artura. I po trzecie to fakt, że nie spotkałam się jeszcze w książkach z bohaterami hetero z tak subtelnie przedstawioną rodzącą się miłością i bliskością. Uwielbiam takie książki z rozbudowaną psychologią głównego bohatera i ciętym, inteligentnym językiem. W dodatku nie wszystko podane jest na tacy, co zmusza czytelnika do myślenia. Podążanie z nurtem łagodnie biegnącej akcji i strumieniem myśli bohaterów było dla mnie mega przyjemne i arcyciekawe.



niedziela, 13 czerwca 2021

"Przypadek? Nie sądzę!

 Czy w miejscowości zwanej Żyworódką można odnaleźć szczęście i trafić w sam środek oka cyklonu? Przekonają się o tym Rysiek i Agata, których drogi przetną się właśnie tutaj, choć to nie oni będą najbardziej barwnymi postaciami, lecz ich babcie. Fatima i Marcela – skrajnie różne, równie osobliwe, trochę karykaturalne, ale w efekcie kompletnie rozbrajające, doprowadzą was do łez. Oczywiście ze śmiechu, bo „Przypadek? Nie sądzę!” od języka, dialogów po charakterystyki i opisy mieni się iskrami humoru, nieraz naprawdę hardcoreowego. Także polecam jako zastępstwo jazdy bez trzymanki – będzie ostro.



sobota, 8 maja 2021

"Ronja, córka zbójnika"

 W dzieciństwie z książek Astrid Lindgren czytałam tylko „Dzieci z Bullerbyn”, które uwielbiałam, ale postanowiłam bliżej zapoznać się z twórczością autorki. Dlatego sięgnęłam po „Ronję, córkę zbójnika” i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobała. Myślę, że gdybym czytała ją mając dziesięć lat, chciałabym być jak Ronja i prowadzić radosne, leśne życie jak ona, przekomarzać się z Łysym Perlem, tańczyć w wielkiej sali ze zbójnikami swego ojca i mieszkać w grocie z Birkiem i z nim odkrywać na czym polega dorosłe życie. Bo „Ronja” to po trosze studium wchodzenia w dorosłość i kwintesencja trudnych wyborów, jakie dorosłość przed nami stawia oraz przewodnik po tym, czym trzeba się kierować, a więc szlachetność, miłość i własne pragnienia. Ale przede wszystkim jest to książka o radości życia jaka przepełnia młodość, czyli odkrywanie, poznawanie siebie i świata.

Wcześniej przeczytałam też „Pippi Pończoszankę” i „Madikę z Czerwcowego Wzgórza”. I to co mnie uderza w książkach Astrid to brak wychowawczości, a skupienie się na jak najpełniejszym przeżywaniu przez dzieci swego dzieciństwa i to chciałabym zaczęrpnąć z jej pisarstwa do własnych historii. Na końcu „Ronji” jest notka od autorki, a w niej słowa: „Nie istnieje żadne inne dziecko, które może mnie zainspirować poza tym dzieckiem, którym sama niegdyś byłam.” oraz „Jeśli udało mi się opromienić jedno jedyne smutne dzieciństwo – jestem zadowolona.” I niech te dwa zdania staną się moim mottem we własnej twórczości.

Także Astrid Lindgren stała się kolejną moją ulubioną autorką. 


 

"Drżenie"

„Z chrzęstem pokonałam kruchą, bezbarwną teraz trawę. Zatrzymałam się dopiero na środku podwórka, chwilowo oślepiona jaskrawym różem słońca ...